flaga polska flaga ukraina • RSS •

Dokładnie 5 lat temu COVID-19 pojawił się w Polsce. Wtedy nie było nam do śmiechu

Wroclife • Dokładnie 5 lat temu COVID-19 pojawił się w Polsce. Wtedy nie było nam do śmiechu

Dziś zakaz wstępu o parku i na cmentarze czy specjalne godziny handlowe dla seniorów brzmią śmiesznie, ale pięć lat temu był to przejaw „robienia czegoś” w sytuacji, której nikt nie mógł przewidzieć. Epidemia koronawirusa wywróciła do góry nogami życie ludzi praktycznie na całym globie. Do Polski choroba dotarła dokładnie 4 marca 2020 r.

Dokładnie 5 lat temu w Polsce pojawił się tzw. pacjent zero czyli pierwsza osoba u której oficjalnie potwierdzono zakażenie SARS-CoV-2 – wirusem, którego szybkie rozprzestrzenianie się po świecie obserwowaliśmy już wcześniej.

Nieznana choroba wywołała w społeczeństwie panikę. Z półek sklepowych zaczęła znikać żywność i papier toaletowy. Niektórzy przestali wychodzić z domów, inni robili to szczelnie zabezpieczając się maseczką. Samych maseczek też w pewnym momencie zaczęło brakować, podobnie jak płynu do dezynfekcji rąk. Rządzący zaczęli działać, a działali jak umieli. Pojawiły się zakazy spacerowania po parku, odwiedzania cmentarzy, jedzenia w restauracjach a nawet siadania w autobusie tuż za kierowcą.

Sytuacja skomplikowała się także w szpitalach, gdzie masowo zaczęli trafiać zakażeni „nowym” wirusem. Lekarze w pierwszych tygodniach byli zdani na siebie i własne doświadczenie, bo nie było opracowanych jednoznacznych mechanizmów leczenia schorzenia.

– Brakowało skoordynowanych działań na szczeblu centralnym oraz jasnych wytycznych dla ośrodków medycznych i dla społeczeństwa. Żaden szpital, nie tylko w Polsce, nie był przygotowany na taką skalę problemu. Właściwie przez pierwsze pół roku uczyliśmy się na żywym organizmie jak zarządzać tym zdarzeniem – wspomina naczelny epidemiolog USK we Wrocławiu dr hab. Jarosław Drobnik, prof. UMW.

Choć po wiosennym szczycie koronawirus zaczął nieco odpuszczać, lekarze spodziewali się jego rychłego powrotu i tak się stało bardzo szybko.

– W drugiej fali, jesienią 2020 roku szpital stał na skraju wydolności, wręcz nad przepaścią – przypomina prof. Drobnik. Jak tłumaczy, szpital nie mógł stać się wyłącznie ośrodkiem covidowym, bo byli też pacjenci potrzebujący innej pomocy. Dzięki wielkiemu wysiłkowi udało się stworzyć strefy buforowe i oddzielne obszary, tylko dla zarażonych. – Chodziło o to, aby poza przyjmowaniem zakażonych dalej prowadzić w miarę normalną działalność, bo przecież nikt „nie odwołał” zawałów, udarów czy nowotworów – dodaje.

W trakcie pandemii mnożyły się też przeróżne teorie spiskowe, a nawet próby negowania faktu istnienia samego koronawirusa. Niestety w szpitalach nie leżeli aktorzy, a ludzie walczący o życie. Jednym z nich był 28-letni wówczas Mateusz Rambacher z Wałbrzycha. Mężczyzna zachorował w listopadzie 2020 roku. Myślał, że to zwykłe przeziębienie, ale wysoka gorączka nie ustępowała. Trafił najpierw do szpitala w Wałbrzychu, później w Dzierżoniowie, a ostatecznie do Wrocławia. Jego stan był krytyczny. Miał obustronne zapalenie płuc. Przez półtora miesiąca był w śpiączce. Lekarze zdecydowali się na terapię ECMO, czyli tzw. płucoserce. Był podłączony do aparatury przez sześć tygodni, w tym czasie dwa razy doszło do zatrzymania akcji serca. – Pamiętam, że został zakwalifikowany do przeszczepu płuc w Gdańsku, ale na szczęście dzień przed wyjazdem płuca podjęły pracę – wspomina prof. Waldemar Goździk, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii USK.

Pan Mateusz spędził w szpitalach w sumie niemal cztery miesiące. Przed wyjściem z USK ćwiczył klękanie na jedno kolano, bo chciał oświadczyć się swojej dziewczynie. Dziś jest już po ślubie, wrócił do pracy, ale jak mówi, o koronawirusie nie da się zapomnieć. Na ciele zostały blizny, 18 blizn, po aparaturze ECMO, po drenach w płucach, po wkłuciach centralnych, ale śmieje się, że to są blizny wojenne. Tą bitwę udało się wygrać dzięki lekarzom z USK. – Zawdzięczam im życie i nigdy o tym nie zapomnę – podkreśla Mateusz Rambacher.

Czy epidemia może wrócić?

Choć pandemia koronawirusa przeszła już do historii, lekarze przestrzegają że wirus nie zniknął i niewykluczone, że za jakiś czas uaktywni się w nowej formie.

– Wirus mutował, żeby przetrwać i złagodniał, ale to nie znaczy, że nie stwarza problemów – uważa prof. Drobnik. Ekspert podkreśla, że teraz wirus ma inne oblicze, ma twarz powikłań odległych związanych ze spowolnieniem psychomotorycznym, z osłabieniem, czasami uszkodzeniem nerek czy serca. – Dziś już nie zabija, ma raczej charakter ambulatoryjny, ale mimo łagodnego przebiegu widzimy odroczone powikłania – dodaje profesor i ocenia: – Dziś jako szpital jesteśmy mentalnie i organizacyjnie lepiej przygotowani na podobne wydarzenie, ale w przyszłości konieczne będzie systemowe i merytoryczne zarządzanie na szczeblu krajowym oraz lepsze komunikowanie zadań, aby uzyskać większą skuteczność w przypadku tak poważnego zagrożenia.

Lekarze przekonują wciąż, że jednym z bardziej skutecznych sposobów zapobiegania epidemiom są na bieżąco aktualizowane szczepionki. W Polsce można skorzystać z kolejnych dawek przypominających.

Najpopularniejsze

Sylwester Polsatu po raz pierwszy we Wrocławiu. Wielki koncert na placu Wolności

Sylwester Polsatu po raz pierwszy we Wrocławiu. Wielki koncert na placu Wolności

Wrocław będzie gospodarzem tegorocznej „Sylwestrowej Mocy Przebojów”. Po raz pierwszy w historii Polsat zorganizuje swoje sylwestrowe widowisko w stolicy Dolnego Śląska. W noc z 31 grudnia na 1 stycznia na placu Wolności pojawi się publiczność, która wspólnie z artystami powita Nowy Rok przy największych muzycznych przebojach.
przeczytaj więcej
Rewolucja kadrowa w Śląsku Wrocław trwa. Kolejna zmiana w klubie

Rewolucja kadrowa w Śląsku Wrocław trwa. Kolejna zmiana w klubie

Zmiany w Śląsku Wrocław nabierają tempa. Po roszadzie na stanowisku trenera pierwszego zespołu klub poinformował o kolejnym rozstaniu. Tym razem zmiany dotyczą pionu sportowego. Z funkcją dyrektora sportowego pożegnał się Rafał Grodzicki.
przeczytaj więcej
Ceny mieszkań we Wrocławiu w górę. W innych miastach przegrywają z inflacją

Ceny mieszkań we Wrocławiu w górę. W innych miastach przegrywają z inflacją

W październiku 2026 r. średnia cena ofertowa nowego mieszkania we Wrocławiu wyniosła 15 954 zł za metr kwadratowy. W ciągu roku wzrosła o 7,7 proc., wyraźnie przekraczając inflację. W innych dużych miastach Polski sytuacja wygląda inaczej.
przeczytaj więcej
Na Partynicach powstanie nowy park. Mieszkańcy mogą zdecydować, jak będzie wyglądał

Na Partynicach powstanie nowy park. Mieszkańcy mogą zdecydować, jak będzie wyglądał

Partynice nie należą do osiedli pozbawionych zieleni. W okolicy nie brakuje terenów rekreacyjnych, między innymi w sąsiedztwie Wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych. Brakuje jednak typowego parku, w którym można odpocząć, wybrać się na spacer z psem czy po prostu spędzić czas na świeżym powietrzu.
przeczytaj więcej