Paczkowe mamuty giną w ciszy
W gorącym, świątecznym okresie warto zatrzymać się na chwilę, spojrzeć trochę w bok, trochę w tył i zastanowić się, jak szybko zmienił się świat przesyłek z zakupami online.
Wydaje mi się ważne wspomnieć na wstępie, że tekst ten nie jest sponsorowany, ani w jakikolwiek sposób inicjowany przez żaden podmiot, który się w nim pojawił. Powstał niejako z „dziennikarskiego obowiązku” zauważania oczywistości, których na co dzień większość nie zauważa.
Realna rewolucja
To chyba pierwszy sezon świąteczny, w którym widać jak wielką pracę wykonał InPost i jak spektakularne efekty osiągnął. Tutaj wypadałoby wstawić młodzieżowe słowo roku oznaczające sukces, ale już go nie pamiętam. Cóż, starość.
Pamiętam za to, jak to było kiedyś, zarówno w czasach przed jak i wczesnego InPostu. Czasy to były mroczne i obecnie standard obsługi przesyłek, który panował jeszcze 10 lat temu, większość uznałaby za łamanie podstawowego prawa człowieka do kupowania przydasiów w internecie.
Realnym bodźcem do stworzenia tego tekstu, było spektakularne grzmotnięcie szczęką o podłogę, kiedy to InPost przeszedł moje zaawansowane testy jakościowe, dostarczając zamówione na ostatnią chwilę przesyłki. Drugim motywem, było pokazanie środkowego palca Orlenowi, za nieudolne udawanie paczkomatów.
To nie jest reklama, to brawa na stojąco
Po raz kolejny zaznaczę, że to nie jest reklama InPostu. Najzwyczajniej doszedłem do wniosku, że mimo to, że wielu z nas powinno stać na balkonie i klaskać, przechodzimy niemalże obojętnie obok epokowej zmiany – paczka w okresie świątecznym może zostać dostarczona z dnia na dzień. Co więcej, paczka może zostać dostarczona w niecałe 11 godzin i to podróżując przez pół Polski.
Jak dla wielu z Was, paczkomat jest dla mnie podstawowym narzędziem zakupów. Niedaleko domu mam już osiem takich maszyn, więc nie ma problemu z ich przepełnieniem. Kiedyś jednak było inaczej.
Kurierzy, czyli mamuty patrzące jak ładnie świeci nadlatująca kometa
Nie jestem zapewne odosobniony w poczuciu, że firmy kurierskie pracują same dla siebie. O ile nie pracuje się w biurze, które dopuszcza odbieranie paczek podczas pracy, a lokalny kurier nie ma zamiłowania do przyjeżdżania pół godziny przed otwarciem, lub pół godziny po zamknięciu biura, ta usługa ma jeszcze jakiś sens. Dla mnie kurier oznacza nie mniej nie więcej jak warowanie w oczekiwania na księcia z paczką. Książę jak to książę, przyjedzie jak przyjedzie. Książęcy dwór dwoi się i troi, aby informacja o tym, kiedy książę przyjedzie była tajna. Kontakt z majestatem wymaga bowiem poświęceń. Bawią mnie niepomiernie wysiłki tych firm, aby udawać, że sytuacja nie jest tak straszna. Wraz ze znienawidzoną informacją o podróżującej przesyłce kurierskiej spływają udawane opcje specjalne. Telefon do kuriera, który prawie zawsze jest wyłączony. Możliwość sprawdzenia na mapie gdzie aktualnie jest kurier, choć zgodnie z tą mapą kurier 24 godziny na dobę stoi w środku mojego osiedla. Informacja o przedziale czasowym, w którym paczka zostanie dostarczona, który bardzo rzadko pasuje do rzeczywistości.
Na nic wrodzony spryt i notatki, że akurat ta firma odwiedza mnie około 13:00. Kiedy tylko muszę z tej magicznej wiedzy skorzystać, to jest właśnie ten wyjątkowy dzień, w którym kurier zrobi coś zupełnie innego.
Ta cudowna gra, połączenie berka z grą w kotka i myszkę, sprawiła, że kuriera wybieram jak muszę – a muszę bardzo rzadko. Doszedłem już do punktu, w którym z trudem toleruję umowy od banków czy operatorów komórkowych, które są przesyłane kurierami. Nie toleruję natomiast zakupów – no chyba, że coś po prostu nie wejdzie do paczkomatu. Zdarza mi się regularnie zrezygnować z zakupu tylko dlatego, że będzie on się wiązał z koniecznością oczekiwania cały dzień na audiencję.
Początki paczkomatów
Uwielbiam nowości, nie lubię nawiedzania mnie w domu, więc pierwsze paczkomaty od razu przypadły mi do gustu. Może Rafał Brzoska (założyciel, współudziałowiec i prezes InPost) podchodzi do sprawy na mniejszym luzie, ale moment, w którym Poczta Polska postanowiła brzydko zawalczyć i odzyskać rynek przesyłek sądowych, był momentem kluczowym w procesie wybawiania milionów polaków od usług kurierskich. InPost zamiast od tego agresywnego ruchu konkurencji rozsypać się w proch, otrząsnął się do szybko, krzyknął "e-commerce!", aby po paru latach tańczyć na zwłokach nie tylko Poczty Polskiej, ale też reszty rynku przesyłek kurierskich.
Choć początki nie były łatwe, nie poddał się zarówno InPost, jak i jego klienci. Do dziś pamiętam, że do pierwszego paczkomatu w okolicy miałem parę kilometrów. Był malutki (dalej jest, bo jeszcze tam stoi) i w miarę radził sobie podczas roku. Z kretesem polegał natomiast w każdym gorącym okresie zakupowym, szczególnie przed świętami Bożego Narodzenia. Magiczne SMSy, „Twoja paczka będzie oczekiwać na Ciebie w busie przy paczkomacie” to był standard świątecznych paczkomatów. Z busem też lekko nie było, ponieważ kolejka do niego i szukanie każdej paczki ręcznie, oznaczało stanie na mrozie co najmniej kilkanaście minut.
Ponieważ jestem dziwny i nie kasuje SMSów, mogłem się przed chwilą uśmiechnąć sprawdzając losy pierwszej paczki wysłanej do paczkomatu. 19 kwietnia 2016 InPost informował, że moją paczka niestety nie zmieściła się w paczkomat i czeka w punkcie obsługi, który na szczęście był obok. Następnego dnia przyszła kolejna i pierwszy raz mogłem wyciągnąć coś z paczkomatu.
Jak jest teraz?
Zamawiałem paczki przez cały grudzień i to w najgłupszych możliwych terminach. Weekend przed mikołajkami, dzień przed i w same mikołajki. Za każdym razem paczka następnego dnia roboczego leżała już w paczkomacie. Zero opóźnień, zero odbierania z busa, punktu obsługi czy choćby z innego paczkomatu. Dziś wyciągnąłem następną i nadałem dwie. Wszystko bezproblemowo i mimo tego, że bus kuriera, który właśnie ładował przesyłki chwilę po 6 rano, był po dach załadowany paczkami.
Ta cała rewolucja, to wynik czyjejś wizji, że można to zrobić lepiej. Że można przywieźć komuś internetowe zakupy nie rujnując mu dnia, a czasem paru dni. Święta, dla jednego z przewoźników, przestały być wymówką, a zaczęły być okazją do tego, żeby zarobić bardzo dobre pieniądze w standardzie win-win – wygrywa zarówno InPost, jak i jego klienci.
Udawane paczkomaty
Jak już wspomniałem, unikam kurierów jak ognia. Jestem świadomy tego, że część z firm ma swoje automaty do odbioru przesyłek, ale skoro InPost robi to lepiej, nie mam po co testować. Miałem jednak niedawno nieprzyjemność obcowania z Orlen Paczka i muszę powiedzieć, że nigdy więcej. Ponieważ wymieniałem punkty na nagrodę w sklepie Orlen, zostałem zmuszony do skorzystania z tego wynalazku. Pominę już fakt, że śledzenie przesyłki nie istniało i zostałem nagle zaskoczony faktem, że dotarła, to jeszcze dotarła nie tam gdzie trzeba.
Mimo, że w bliżej odległości od wybranej przeze mnie maszyny Orlen była co najmniej jedna następna, dwie stacje benzynowe i punkt odbioru, moja przesyłka wylądowała 5 km dalej. Bez pytania, bez możliwości wyboru, bez opcji zmiany lokalizacji. Nawet negatywnego komentarza nie mogłem dodać, bo Orlen boi się opinii i w każdym miejscu, w którym się objawia, możliwość zostawienia recenzji jest zablokowana. Tak oto, recenzję muszę napisać tutaj. Dziękuję Orlen za brak szacunku i nie dam Wam okazji do kolejnego.
Co robią mamuty?
Nie zauważyłem żadnej próby walki z InPostem o przesyłki e-commerce. Stawianie mikro paczkomatów i to bez rozmachu, to tylko udawanie przed udziałowcami, że podejmuje się walkę. Dla mnie, droższe i mniej wygodne usługi kurierskie to biznesowe mamuty, które trwają tylko dzięki temu, że operują jeszcze na rynkach zagranicznych, który nie zdążył na razie zdominować InPost. Chętnie poczekam i na ten moment, kiedy będę mógł w paczkomacie nadać paczkę do bliźniaczej maszyny w kilku innych krajach europy.
Najpopularniejsze teraz
-
Sylwester Polsatu po raz pierwszy we Wrocławiu. Wielki koncert na placu Wolności
-
Rewolucja kadrowa w Śląsku Wrocław trwa. Kolejna zmiana w klubie
-
Ryanair i Port Lotniczy Wrocław. 25 mln pasażerów w ponad 20 lat
-
Ceny mieszkań we Wrocławiu w górę. W innych miastach przegrywają z inflacją
-
Kiedy otwarcie lodowisk we Wrocławiu? Ile zapłacimy za godzinę ślizgania?
-
Na Partynicach powstanie nowy park. Mieszkańcy mogą zdecydować, jak będzie wyglądał
-
Ante Simundza nie jest już trenerem Śląska Wrocław
-
Juniorzy Panthers Wrocław w finale! Rozgromili rywali i powalczą o mistrzostwo Polski
-
Profilaktyka zdrowotna dla studentów. UEW stawia na badania i edukację
-
Śląsk przegrał w Radomiu. Koniec Ante Simundzy?
-
Regały chromowane w magazynie gastronomicznym – nośność, wysokość i zgodność z HACCP
-
Wyszukiwarka grobów Wrocław. Jak znaleźć grób na cmentarzu we Wrocławiu? [CMENTARZ OSOBOWICKI, GRABISZYŃSKI, PSIE POLE - WYSZUKIWARKA]
-
Zakończyła się budowa obwodnicy Dzierżoniowa. Domknięto kluczową inwestycję na Dolnym Śląsku
-
Brochów: stare osiedle kolejarzy czeka na odnowę. Trwają konsultacje społeczne
-
Wrocław ma nowego krasnala. „Przybył z dalekiego Lwowa”
Najpopularniejsze
Rewolucja kadrowa w Śląsku Wrocław trwa. Kolejna zmiana w klubie
Zmiany w Śląsku Wrocław nabierają tempa. Po roszadzie na stanowisku trenera pierwszego zespołu klub poinformował o kolejnym rozstaniu. Tym razem zmiany dotyczą pionu sportowego. Z funkcją dyrektora sportowego pożegnał się Rafał Grodzicki.
Ryanair i Port Lotniczy Wrocław. 25 mln pasażerów w ponad 20 lat
Od pierwszego lotu w 2005 roku do milionów pasażerów rocznie. Ryanair i Port Lotniczy Wrocław podsumowują ponad dwie dekady współpracy, która wpłynęła nie tylko na rozwój lotniska, ale także na gospodarkę Dolnego Śląska.

